Znowu wszyscy mówią o e-podręcznikach, których nie trzeba dźwigać do szkoły. Mówi min. Hall (projektując rozporządzenie nakazujące wydawcom ich tworzenie równolegle z papierowymi), pisze Wyborcza w dzisiejszym wywiadzie z Jarosławem Lipszycem. A to przecież fikcja: elektroniczne podręczniki wyprą papierowe dopiero po śmierci ostatniego nauczyciela.
Wszyscy, którzy zdawali egzamin magisterski (zwany szumnie "obroną") lub bronili doktorat (albo byli obecni na publicznej obronie pracy doktorskiej) znają ten relikt średniowiecznych debat. Relikt wciąż żywy, choć zupełnie oderwany od korzeni. To doskonały przykład, który pokaże nam, gdzie szukać przyszłości dla elektronicznych (komputerowych, internetowych itd.) form nauczania w przyszłości.
W średniowiecznej nauce debaty były proste. Inaczej niż w dzisiejszych naukach humanistycznych, cała średniowieczna nauka oparta była na logice i operowała wspólnym systemem pojęciowym. Można było żyć w skrajnej niezgodzie co do poglądów, ale to nie przeszkadzało w prowadzeniu dyskusji. Znamy z historii przypadki, gdy do miasta przyjeżdżał mędrzec i w publicznej debacie przekonywał (pokonywał) siedemdziesięciu lokalnych mędrców. Czy dlatego, że krzyczał głośniej? Nie - po prostu miał silniejsze argumenty i był w stanie obalić argumenty przeciwników. W tamtych czasach nie przychodziło ludziom do głowy, że każdy ma "własną prawdę" - prawda była jedna i jeśli jeden oponent miał rację, to drugi automatycznie jej nie miał.
Oczywiście, nie było "albo ty, albo ja" - to nie był ring bokserski. Kwitła za to na ogromną skalę umiejętność uzgadniania poglądów i wykazywania, że sprzeczności między nimi są pozorne. Doskonałym przykładem czegoś takiego jest np. Summa Teologiczna Św. Tomasza z Akwinu, który w tym ogromnym dziele pokazuje, że wszyscy wcześniejsi teologowie katoliccy i filozofowie starożytni mówili jednym głosem i zgadzali się ze sobą, nawet jeżeli oni sami o tym nie wiedzieli.
To, co dzisiaj widzimy na "publicznych obronach" jest zakonserwowaną w formalinie, zrytualizowaną postacią średniowiecznych debat. Kukłą, w której nie ma już ani śladu życia, w której wszystko jest ustawione, argumenty znane już wcześniej przeciwnym stronom, w której wszystko jest zazwyczaj wyreżyserowane, a strony mają się zachowywać tak, by widzowie mieli swoje przedstawienie. W dobrych teatrach aktorzy potrafią dobrze odgrywać także rolę "czarnego charakteru", dlatego np. dobry recenzent zawsze znajdzie dużo uchybień w recenzowanej pracy, aby nie można mu było zarzucić stronniczości. Ale jednocześnie takie uchybienia dobrane są w ten sposób, by zarzuty nie dotykały sedna atakowanej (i bronionej) tezy, żeby nie można się było od nich wybronić. Z drugiej strony broniący słysząc liczne lecz nieistotne zarzuty zawsze może teatralnie okazać swą niższość od recenzenta (tu kłaniają się ewolucyjne mechanizmy budowania hierarchii społecznej), podziękować mu za wytnikęcie słusznych uchybień i obiecać, że w ostatecznej wersji zostaną one naprawione.
Po takiej "debacie" wszyscy sobie gratulują i idą wspólnie na przyjęcie... Czy debata taka kogokolwiek przekonała, pomogła zbliżyć do prawdy - jednym słowem zrealizowała cel stawiany przed oryginalnymi, średniowiecznymi debatami? Oczywiście nie! A jednak trwają...
Dokładnie tak samo będzie z podręcznikami, przekonają się Państwo. Podręcznik to brat-bliźniak lekcji czyli wykładu. W czasach, gdy tworzyło się współczesne szkolnictwo (tj. w średniowieczu) podręcznik był jeden i miał go wykładający magister. Uczniowie (studenci) nie mieli do niego dostępu, więc musieli pokornie słuchać, co wykładowca/nauczyciel ma im do powiedzenia.
Kiedy druk się pojawił, a potem drastycznie potaniał, podręczniki się rozmnożyły i dzisiaj każdy uczeń ma dostęp do tych samych materiałów, do których ma dostęp nauczyciel.
I czy cokolwiek się zmieniło w prowadzeniu lekcji? Nie. A jeśli zmieniło się, to na gorsze. Średniowieczne wykłady odbywały się w małym gronie i często były rozmową osobistą. Dzisiaj, gdy podręczniki są standardowe, a w klasach 20-30 uczniów, ta forma nauczania jest parodią formy oryginalnej: nie dość, że nauczyciel przestał być potrzebny (bo podręczniki mają już wszyscy), to w dodatku jemu nie wolno stać się potrzebnym (bo musi nauczać tego, co jest w podręcznikach zatwierdzonych przez władze oświatowe).
Tak więc gdybyśmy mieli naprawdę dobre podręczniki, wszystkich nauczycieli należałoby zwolnić. A lobby nauczycielskie na to nie pozwoli.
Zatem podręczniki będą nadal trwać w swojej tradycyjnej formie, bo tylko wtedy nauczyciele są choć trochę potrzebni.
E-podręczniki nie zastąpią papierowych. Nigdy.
-
@Autor
-
Normalnie to sie to robi tak ..
Normalnie to sie to robi tak, ze zie gdzies opracowuje plan programu pilotazowego. Potem ten pilotaz sie robi i sprawdza np. poniesione naklady, pludy i minusy pracy wedle nowej metodologii i dopiero na koncu na podstawie tego czy i ine bedzie mozna zyskac/stracic podejmuje sie decyzje ktora ma podstawy w faktach a nie w AMiSieWydaje(tm).
Tymczasem nawet p. Janke "zaprasza do dyskusji" ..
Tyle ze dyskutowanie bez zrobienia eksperymentu to poprostu strata czasu.
To tak jak Tusk chcial debatowac/dyskutowac z JK o programach w sytuacji keidy nic jeszcze w sumie nie bylo wiadomo o tym jaki program ma PO, a PiS wlasnie nanosilo ostanie poprawki na swoj program.
Takze tyle mozna powiedziec o dziennikazach w Poslce (bo to po za kilkoma wyjatkami jest dosc generalny przypadek). Zamiast w czyms pomagac, zwracac na cos uwage czy w ogole pchac cos do przodu potrostu zajmuja sie w sumie NieWiadomoCzym(tm) albo poprostu perodukuja dezinformacje.
-
Cytat: Tak więc gdybyśmy mieli naprawdę dobre podręczniki,
wszystkich nauczycieli należałoby zwolnić. A lobby nauczycielskie na to nie pozwoli.
*** Musze nauczycieli uspokoic. Nie ma tak dobrego podrecznika. Zeby zastapic nauczyciela, potrzebne pare podrecznikow i co gorsza, uczenie sie z nich bez nauczyciela, jest duzo bardziej czasochlonne.
Nauczyciel jest tym, ktory wlasnie podrecznik interpretuje, tlumaczy jego tresc uczniom. Rozni uczniowie nie rozumieja roznych rzeczy. Jedno slowo, doslownie jedno slowo, moze miec zbawienny wplyw na proces myslenia ucznia, pozwolic zrozumiec to, czego wlasnie nie rozumial. Bardzo czesto chodzi o proste rzeczy.. na ktore trzeba spojrzec troszke inaczej. Znalezienie tego "troszke" innego punktu spojrzenia moze byc niezwykle czasochlonne i frustrujace dla ucznia.
Uzywam od paru lat w zasadzie tylko ksiazki elektroniczne. Dlatego moge spokojnie powiedziec: dla mlodego ucznia, nie mowiac juz najmlodszych, bedacego na etapie ksztaltowania umiejetnosci myslenia, umiejetnosci czytanie, rozwijacego osobisty stosunek do nauki, do ksiazki, ktora moze dotknac, ksiazka elektroniczna jest zbrodnia.
Za to Hall, za sam pomysl, powinna razem z Tuskiem, dostac 10 lat bez wyroku, jak za "dobrych", "starych" (wlasciwie w Polsce jak najbardziej aktualne a nie stare) komunistycznych czasow.
Amen.
-
@barbie
Nie rozumiem tego "ma" w zdaniu "Nauczyciel ma pomagać".
Dobrze by było, gdyby tak było, ale tak nie jest... Gdyby istotnie tak było, to byłyby mechanizmy, które by wymuszały i promowały takie postawy. A tymczasem rozwój edukacji w ostatnich latach idzie w kierunku takim: "nauczyciel ma sprawić by uczeń zdał maturę".
Jest taka stara zasada menedżerska: "what you pay is what you get", albo inaczej: "You Get What You Pay For": pracownik etatowy (a takim jest nauczyciel) będzie robił to, za co jest wynagradzany. A skoro władza premiuje "zdawalność egzaminu", to nauczyciel będzie uczył uczniów zdawania egzaminów. Ci, którzy się będą z tego wyłamywać, wcześniej czy później odpadną.
-
@MJ Minakowski
1. Nawet najlepszy podręcznik nie zastąpi nauczyciela. Obojętne czy ten podręcznik jest elektroniczny czy papierowy.
Jeśli ma Pan wątpliwości to proponuję spróbować nauczyć się z podręcznika prowadzić samochód lub helikopter.
2. Stawia Pan sprawy bardzo dramatycznie, pani Hall zresztą robi to samo.
A ja się dziwię.
Co by szkodziło i komu by zagrażało, gdyby podręczniki ukazywały się równolegle w wersji elektronicznej?
Amazon Kindle i masa innych wydawnictw publikuje książki elektroniczne i jakoś nie słychać, aby padały one łupem internetowych piratów, mimo iż można je czytać na czytnikach produkcji wielu różnych firm.
Nie jest też nigdzie problemem kopiowanie książek pożyczanych w e-bibliotekach. Gdyby to było problemem to by takie biblioteki znikały, zamiast się rozwijać.
-
@MJ Minakowski/ bez podręczników
Pan zakłada, że uczący się posiadają a priori umiejętność analizy faktów/ danych?
Przykład imponującej wiary w człowieka!
Bo nawet na Alasce, gdzie funkcjonuje na co dzień nauczanie na odległość (satelity!) - co pewien czas ląduje samolot na płozach z nauczycielem, który odpytuje i ukierunkowuje alaskańskiego uczniaka.
Widzę, że na tym technicznym forum szykuje się niezła filozoficzna dysputa :)
Pozdrawiam
-
@Autor
>" wszyscy mówią o e-podręcznikach, których nie trzeba dźwigać do szkoły"
Nie jest to mądry powód. Podręcznik winien uczeń trzymać na półce w domu. Do szkoły nie potrzeba go dźwigać. Na lekcji podręcznika się nie powinno czytać, lekcja to kontakt miedzy uczniami i uczniów z nauczycielem.
Zmorą III RP jest zmienność podręczników. Zmiana powinna być wyjątkiem. W III RP nauczyciele są motywowani aby co roku zalecać swoim uczniom inny podręcznik.
E-podręcznik jako kopia podręcznika konwencjonalnego? Nonsens.
Miałoby sens e-forum uczniów. Dyskusje. Rywalizacja w prezentowaniu treści.
Właśnie w e-sposób powinno się przekazywać zmiany współczesnej wiedzy i metod pedagogicznych jakie nastąpiły od wydanego przed laty podręcznika.
W e-metodyki można użyć stawiając uczniom zadania (popatrz na przykład na zagadkę u mnie wystawioną z racji początku Roku Szkolnego:)
Można używać e-metod do dyskusji na tematy historyczne lub o literaturze czy sztuce.
E-publikacja może dotyczyć wykładu akademickiego lub nawet licealnego kiedy lotny nauczyciel pragnie przekazać uczniom swoją wiedzę lub metodę postępowania.
Nigdy e-podręcznik nie powinien być kopią podręcznika drukowanego.
Pozdrowienia
-
@Almanzor
Ponieważ mój podpis nie wklikowuje się do S24 podam tu linka do tekstu napisanego z okazji rozpoczęcia roku szkolnego 2011/12
1-wrzesnia-czas-do-szkoly-na-rozgrzewke-zadanie.
-
@ Autor
Szczęśliwy to kraj i szczęśliwi ludzie, którzy mają takie problemy...
A ja jestem ciekaw, jak to robią studenci, którym wystarcza jeden gruby segregator do noszenia notatek. Za moich studenckich czasów prawie nigdy nie widziałem, aby ktoś przynosił na wykład podręcznik czy skrypt.
Pamiętam też, jak w podstawówce stawiano dwóje za nieprzyniesienie podręcznika.
Proponuję więc nie zapominać o kadrach, bo to od nich najwięcej zależy.
-
zdanie odrębne
Akurat ten pomysł pani minister pani Hall nie wydaje mi się najgłupszy. nie znam wprawdzie szczegółów, ale idea korzystania z e-podręczników rozszerza się w szkolnictwie wyższym. Niektóre biblioteki uniwersyteckie zakupują już nawet ponad połowę nowych nabytków w postaci elektronicznej. Hamowanie tego trendu jest zatem jak zawracania kijem Wisly.
Diabeł tkwi jak zwykle w szczegółach. Od której klasy, od którego poziomu kształcenia, za jaką cenę.
Żeby nie przesłodzić, wczoraj pani minister hall odkryła po raz kolejny Amerykę. Stwierdziła, że marzy jej się szersze wyjście nauczania szkolnego poza mury szkolnej. Ta wypowiedź jest lekko panią minister kompromitująca. Proces ten, w postaci lekcji przyrody, geografii, chemii, historii jest już stosowany w oświacie od XIX wieku, a moze i wcześniej.
-
@Almanzor
"Nigdy e-podręcznik nie powinien być kopią podręcznika drukowanego."
Podręcznik to książka.
Książki ukazują się obecnie równolegle w wersji drukowanej i elektronicznej.
Czemu niby podręczniki miałyby być jakimś wyjątkiem?
-
I bardzo dobrze, że nie zastąpią, gdyż
komfort obcowania z tradycyjną książką jest bez porównania wyższy niż w wypadku książki elektronicznej. Tradycyjną książkę po prostu szybciej się czyta i znacznie łatwiej poruszać się w jej treści. Opieram się tutaj na autopsji [choć w kwestii szybkości czytania były też chyba prowadzone stosowne badania], gdyż z konieczności korzystam z wielu materiałów w wersji elektronicznej. Bardzo dobrze, że są, ale dla mnie stanowią jedynie substytut książki tradycyjnej.
A w kwestii relacji nauczyciel-podręcznik-uczeń powiem tylko tyle, że zanim pośle Pan wszystkich nauczycieli na zieloną trawkę powinien Pan jeszcze obmyślić jakiś sposób nakłonienia szkolnej dziatwy do samodzielnego czerpania wiedzy z wymarzonych przez Pana "naprawdę dobrych podręczników".
-
@autor
To trochę tak jakby twierdzić że po komputeryzacji firmy jej pracownicy staną się zbędni. Oczywiście, jest to bzdura. E-podręcznik to narzędzie w rękach nauczyciela, które pozwala mu skuteczniej uczyć. Zobacz jak e-podręczniki robi się na świecie.
-
@Liudprand
Komfort...
Mi akurat przyjemnie się czyta książki na czytnikach typu Kindle, a fakt, że jadąc na urlop mogę zabrać mały czytnik zamiast ważących parę kilo książek, zwiększa mój komfort.
Ani Twoje, ani moje upodobania nie powinny być jednak źródłem prawa.
-
@autor
Czy Autor miał kiedykolwiek do czynienia z elektroniczną publikacją przygotowaną na urządzenie typu tablet?
-
@fritz
"Za to Hall, za sam pomysl, powinna razem z Tuskiem, dostac 10 lat bez wyroku, jak za "dobrych", "starych" (wlasciwie w Polsce jak najbardziej aktualne a nie stare) komunistycznych czasow"
Nawet w dyskusji o podręcznikach można znaleźć miejsce na polityczny lincz.Brawo. Książki w PDF wnoszą tylko tyle, że nasze dzieci mają szanse na proste kręgosłupy - moim zdaniem to dobry argument za. Ale książki interaktywne dają już ogromne możliwości, chociaż w tej dyskusji w ogóle się tych spraw nie odróżnia. Prościej " wsadzać na 10 lat " :)
-
@Liudprand
Odnoszę wrażenie, że z książką elektroniczną miał Pan do czynienia tylko na ekranie komputera albo tableta.
Zapewniam Pana, że na czytnikach ebooków (np. Kindle), które są przeznaczone właściwie tylko do czytania, a nie do wszystkiego, komfort czytania, przynajmniej dla mnie, jest dużo większy. Zwłaszcza to widać przy czytaniu, grubszych i cięższych pozycji.
-
@Autor
"Kiedy druk się pojawił, a potem drastycznie potaniał, podręczniki się rozmnożyły i dzisiaj każdy uczeń ma dostęp do tych samych materiałów, do których ma dostęp nauczyciel."
Nie prawda... Podręcznik to kompendium wiedzy, które musi uczeń przyswoić. To minimum. Każdy dobry uczeń, który bardziej interesuje się problemem, zaczyna dopytywać, szukać, drążyć... Nie tylko "drążyć" nauczyciela (z czego ów powinien być zadowolony), ale drążyć również na własną rękę.
"I czy cokolwiek się zmieniło w prowadzeniu lekcji? Nie. A jeśli zmieniło się, to na gorsze. Średniowieczne wykłady odbywały się w małym gronie i często były rozmową osobistą. Dzisiaj, gdy podręczniki są standardowe, a w klasach 20-30 uczniów, ta forma nauczania jest parodią formy oryginalnej: nie dość, że nauczyciel przestał być potrzebny (bo podręczniki mają już wszyscy), to w dodatku jemu nie wolno stać się potrzebnym (bo musi nauczać tego, co jest w podręcznikach zatwierdzonych przez władze oświatowe)."
To jest oczywiście inny problem. Wydaje się, że MEN (władze oświatowe w ogólności) wydając podręcznik dążą do minimalizacji wiedzy w jakimś zakresie. Tyle będzie Kowalskiemu potrzebne, żeby samodzielnie rozpalił gryla i zagłosował zgodnie z wytycznym gaz wyb. i RTV oraz miał o czym pogadać z innymi uczestnikami gryla.
"Tak więc gdybyśmy mieli naprawdę dobre podręczniki, wszystkich nauczycieli należałoby zwolnić. A lobby nauczycielskie na to nie pozwoli."
NIE!!! Właśnie dlatego, że wtedy nauczyciel zaczyna być potrzebny dla tych drążących... Właśnie wtedy wracamy do systemu średniowiecznego, kiedy uczeń przychodzi do nauczyciela po wiedzę bardziej szczegółową. Być może do tego dąży lobby ZNP-owskie, aby takich nauczycieli nie było, żeby zachować stołki dla miernot, które mają opowiedzieć podręcznik.
"Zatem podręczniki będą nadal trwać w swojej tradycyjnej formie, bo tylko wtedy nauczyciele są choć trochę potrzebni."
To nie ma nic do rzeczy... Papier jest wygodniejszy z powodu lenistwa, a właściwie przyzwyczajenia do tej formy edytorskiej. Książkę można bowiem zabrać wszędzie. Nie ma jak dotąd lepszego interfejsu... Bo co to jest papier? To jest tylko nośnik informacji, nic więcej.
Tak się składa, że byłem jednym z pierwszych twórców e-podręczników, a konkretnie jednego, dla Wyższej Szkoły Handlu i Finansów Międzynarodowych w Warszawie. Podręcznik zamówił prof. Marek Kosewski w 2003 r. To miał być pierwszy z serii kilkunastu e-booków zrobionych dla tej uczelni. Był pierwszym i ostatnim, a wszystko w wyniku oporu materii, oporu wykładowców przed... nieznanym. Bez rewelacji. PDF z dołączonymi filmami, na CD, nic prostszego, jakby się mogło wydawać... A jednak. Po moich licznych monitach, w sprawie przekazania mi materiałów do realizacji przez kolejnych wykładowców odbyła się taka rozmowa (przytaczam z pamięci)
- prof.: Dlaczego Pani nie przekazała p. Radkowi tych materiałów jeszcze
- Pani: Bo uważam, że taki podręcznik nie ma sensu...
- prof.: Dlaczego, będzie mogła Pani, te materiały, które teraz powielała na ksero i rozdawała studentom, mogła nagrać na płycie i im dać w postaci jednolitego podręcznika...
- Pani: Ale przecież płyta kosztuje
- prof.: Ale szkoła płaci za produkcję płyt..., ksero też kosztuje...
- Pani: Ale ksero jest dostępne i jest dla studentów gratis...
- prof.: Ale trzeba płacić za papier, toner, maszyny, prąd... To szkołę, obciąża, kiedyś może coś zdrożeć.
- Pani: To wtedy podniesiemy czesne.
Jak widać wynikało to li tylko ze strachu przed nieznanym i z lenistwa.
Dotąd wydałem na płytach CD w postaci e-booków kilka tytułów, łącznie z pierwszym i jedynym e-bookiem o Powstaniu Warszawskim.
Jeśli książki papierowe nie zostaną wyparte to wyniknie to tylko i wyłącznie z tego powodu, że papier jest nośnikiem uniwersalnym. Chyba że pojawi się inny nośnik uniwersalny, np. czytnik grafenowy, który będzie można sobie zwinąć i schować do kieszeni. Sądzę, mimo odkryć naszych wspaniałych fizyków, że jest to pieśń przyszłości za 7-10 lat. Tymczasem lecę przeczytać sobie jakaś ciekawą książkę...
-
@Autor
1. Sęk w tym, że do porządnego korzystania z literatury fachowej (w tym podręcznika, atlasu itd potrzebny jest czytnik o przekątnej 10". Kosztuje najmarniej 1500 PLN. Proszę przemnożyć przez liczbę uczniów w Polsce i zapytać, kto poniesie koszta.
2. Zmiana metody nauczania na tutoring = nauczyciel i niewielka grupa studentów/uczniów jest cool. ALE:
2a. Wymaga olbrzymich nakładów i założenia, że na 1 nauczyciela/profesora przypada nie więcej niż np. 10 studentów/uczniów.
2b. Wymaga od profesora pracy przewyższającej to, co robi teraz,czyli rzetelnego przygotowania do lekcji, a nie tylko odczytania tekstu. Próba wprowadzenia do procedury cywilnej zasady, że sędzia ma znać akta PRZED rozpoczęciem procesu powoduje protesty środowiskowe. Proszę sobie wyobrazić, co będzie jak powiemy belfrom...
-
@Cmyk
"Czy Autor miał kiedykolwiek do czynienia z elektroniczną publikacją przygotowaną na urządzenie typu tablet?"
Autor się zbytnio nie spieszy z odpowiedzią:)
Ja mam natomiast wrażenie, że do czynienia nie miał. Podobnie jak niektórzy komentujący jego tekst.
Oni piszą o jakimś swoim wyobrażeniu.
-
Coś mi się wydaje
Mam wrażenie ,że autor notki jak i niektóre komentarz.. a w zasadzie ich autorzy nie bardzo wiedzą o czym pisza...
Niestety od e podręczników nie uciekniemy..
-
Dobre e - podręczniki to niepotrzebni obecni niedouczeni nauczyciele
Problem jest prosty . Wykłady telewizyjne, lub e - podręczniki będą sto razy lepsze od istniejących zajęć lekcyjnych . Nie dopuszczą do tego dwa lobby nauczycielskie i podręcznikowe, oraz pazerność na kasę i stołek decydentów . Obie formy nauczania się sprawdziły w wielu krajach . E - podręczniki aby były efektywne muszą być interaktywne , po prostu będzie można zadać pytanie i otrzymać odpowiedź . Środki wizualne e- podręczników mogą być znacznie lepsze niż normalnych lekcji ( nawet na P. WR. kilka lat temu nie wszystkie sale wykładowe były wyposażone w rzutniki komputerowe), na pewno merytorycznie będą lepsze od wykładów niedouczonych olewających wszystko nauczycieli . Mogą być bezpłatne , bo koszt ich wytworzenia można zminimalizować , wielu profesorów chętnie je przygotuje na bazie swoich materiałów wykładowych. A jeżeli ktoś woli formę papierową to może je wydrukować w formie najbardziej dla siebie przydatnej.
Natomiast propozycja pani minister Hal to jest przykrywka kompletnej bzdury z laptopami , bo tylko kompletny idiota nie wie że laptopy wymagają zasilania , a koszt nowej instalacji elektrycznej w szkołach przekracza możliwości budżetu. Pani minister dobrze wie , że e- podręczniki to przyszłość , ale na pewno nie wprowadzi ich wbrew lobby większości nauczycieli. Ale pogadać sobie można
-
jak 7-letnie dziewczynki mają targać sprzęt za kilkaset złotych
A poco..???
ma targać sprzęt... do szkoły..? Starczy ze weźmie ze sobą klucz USB ( na nawet tego nie musi!!)
Starczy szkoła ma komputery. W sali wykładowej dla tej grupy dzieci dziecko w szkole zapisuj swoją prace na kluczu USB lub zapisuje ją w Internecie.. Po przyjściu do domu pracę otworzy.
A starsze dzieci laptop do szkoły zanieść to żaden problem.. Al czy konieczność..??
PISZĘ W LUBCZASOPISMACH
-
14.04.2012 20:41
-
14.01.2012 00:59
-
14.01.2012 00:33
-
14.01.2012 00:25
OSTATNIE NOTKI
-
AppStore wybacz. Najlepsza aplikacja dla FB na iPadzie to Safari
Przez parę dni na nowym iPadzie męczyłem się z Facebookiem w dedykowanej mu aplikacji. Testowałem, czy rację miał...
30.03.2012 13:22 2 -
Pierwszy niewidomy kierowca już jeździ po drodze publicznej
Pierwszy niewidomy kierowca przejechał się legalnie po publicznej drodze. Mógł to zrobić, bo chociaż siedział za...
30.03.2012 01:54 0 -
Warto pozostać użytkownikiem GG, o ile się nim jeszcze jest
GG czyli dawne Gadu-Gadu podjęło heroiczną próbę zachowania swojej pozycji: uruchomiona właśnie nowa wersja daje...
28.03.2012 12:56 5
OSTATNIE KOMENTARZE
-
Niestety, ale świat tak działa, że dobrze zarządzane firmy, które słuchają swoich...
29.03.2012 23:33
-
Zacząłem na iPadzie, ale dokończyłem już normalnie
Oto ten tekst, zapowiadany tutaj:...
27.03.2012 00:11
-
Tak się za-iPadowałem, że straciłem głowę :-)
Z iPadem było tak, że wziąłem go do Instytutu Własności Intelektualnej UJ i pisałem tam...
26.03.2012 22:13
-
Chromebook i iPad radzą sobie z tym problemem automatycznie i zapewne szybciej ludność...
26.03.2012 21:08
-
Przepraszam za porównanie z "Gościem Niedzielnym". Czytywałem go w czasach "przedtabloidowych"...
22.03.2012 00:59
NAJPOPULARNIEJSZE
-
Nowy iPad - koniec ery komputerów
komentarze: 17
-
Po co nam 100 megapikseli w telefonie
komentarze: 14
-
iPad: tablet kablowy
komentarze: 8
-
Celnicy, nierządnice i inne ZAiKS-y
komentarze: 8
-
Wyborcza zamienia się w sześć staromodnych tygodników
komentarze: 7
AKTYWNE DYSKUSJE
-
ACTA: Opcja zero po katolicku
komentarze: 9ostatnio: ALMANZOR
-
Warto pozostać użytkownikiem GG, o ile się nim jeszcze jest
komentarze: 5ostatnio: ROBERTK
-
AppStore wybacz. Najlepsza aplikacja dla FB na iPadzie to Safari
komentarze: 2ostatnio: KACZYSTA
-
Ile władza zapłaci za wiedzę o nas
komentarze: 4ostatnio: RAFAŁ K
-
Nowy iPad już w Polsce
komentarze: 6ostatnio: MJ MINAKOWSKI
ARCHIWUM POSTÓW
| « | Maj 2012 | |||||
| Pn | Wt | Śr | Cz | Pt | So | Nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | |
| 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 |
| 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 |
| 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 |
| 28 | 29 | 30 | 31 | |||
"nauczyciel przestał być potrzebny (bo podręczniki mają już wszyscy), to w dodatku jemu nie wolno stać się potrzebnym (bo musi nauczać tego, co jest w podręcznikach zatwierdzonych przez władze oświatowe)."
Nauczanie nie polega na tym, aby nauczyciel "wlał uczniom olej do głowy". Nauczyciel ma pomagać się uczniowi uczyć! Jeśli uczeń nie chce się nauczyć i wystarczy mu Moodle to problem ucznia, nie nauczyciela.
Natomiast największym osiągnięciem nauczyciela jest gdy widzi, że uczeń prześciga swego nauczyciela. Bez tego nie ma postępu.
Plutarch mawiał "Umysł nie jest naczyniem, które trzeba napełnić, lecz zarzewiem, które należy rozpalić". Za pomocą Moodle lub samych podręczników (wszystko jedno - papierowych czy elektronicznych) nie da się tego zrobić.
Fakt, że Prawdziwych Nauczycieli mamy już niewielu. Jak chodziłem do liceum, to klasa (męska!) miała 44 nabuzowanych hormonami chłopaków, rozrabiało się i owszem - ale nauczyciele świetnie sobie dawali z nami radę.
A co do "obron" - ich poziom znacznie się zmniejszył - tak samo jako poziom matur. To nie wina nauczycieli - ale ich rozliczania ze "sprawności nauczania". Z samego podręcznika nie da się nauczyć nawet sensownego korzystania z komputera. Mam na myśli korzystanie ze zrozumieniem, a nie tak jak małpa sprawdzająca łącze internetowe na reklamach TV (bodajże Netii).