Wszystkie panie się interesują serwisem Pinterest. A może na odwrót - wszyscy się interesują, ale używają go tylko panie. Musi coś w tym być... Czyż to nie jest słodkie?
Na dzień dobry (przed zalogowaniem) Pinterest wygląda tak: różne panie oznaczają w Internecie ładne obrazki i komentują "ależ to słodkie/śliczne/piękne!" CHCĘ TO! Kultura zbieracko-łowiecka w czystym wydaniu:

Pinterest to narzędzie stworzone właśnie do tego, co kochają kobiety od milionów lat: tu ładny kwiatek, tam słodka jagódka, tak sobie chodzimy i zbieramy, a potem przychodzimy do domu i znowu zaczynamy wszystko z podłogi zbierać, podnosić, układać... Potem zapraszamy przyjaciółki i razem z nimi oglądamy, cośmy tam nazbierały i naukładały...
Brrr.... Od samego patrzenia rodzi się w człowieku męska szowinistyczna świnia. Popatrzcie państwo: zalogowałem się, a tam już zupełnie co innego:

Co to jest? Ja nie wiem, co to jest. To jest jakiś bezsensowny bałagan! Widać, że moi męscy koledzy, którzy się tu logują, klikają co popadnie zrozpaczeni, że nie wiedzą o co tu w ogóle chodzi.
Podobno (jak twierdzi instrukcja obsługi) używanie Pinterest polega na tym, że na pasku zakładek (którego nie mam, bo nie lubię jak mi co zaśmieca ekran) umieszczamy (przeciągając) przycisk "Pin it" (czyli "przyszpil to"), a potem oglądając sobie różne rzeczy (tj. blogaski naszych psiapsiółek i witryny boutique'ów) przyszpilamy różne "słitaśne" obrazki. Czyli po prostu mówiąc - chodzimy po Internecie z aparatem fotograficznym i robimy wciąż zdjęcia, by potem przyjaciółkom pokazać, cośmy tam widziały.
Podobno Internet oszalał. Blogi i sklepy, które mają ładne obrazki (chętnie "przyszpilane") notują gigantyczne wzrosty oglądalności, bo ludzie (tj. kobiety) wchodzą na nie, żeby zobaczyć czy nie ma tam więcej takich obrazków. Pinterest wyrósł na bardzo poważnego "dostawcę ruchu" dla wielu serwisów służących do czytania i do kupowania. Jak ogłosiła firma badawcza comScore, Pinterest jest najszybciej rosnącym serwisem w historii Internetu.
Z kolei sam Pinterest jedzie na grzbiecie Facebooka. Działania w Pintereście (takie jak założenie konta, potwierdzenie znajomości, interakcja z treścią) są intensywnie propagowane na Facebooka i emailem. Jako że przedmioty "lubiane" są ładne i atrakcyjne, wciągają kolejnych użytkowników, a jak już ktoś wejdzie, to znowu klika, ogląda, eksploruje...
Pinterest odpowiada też wreszcie tradycyjnemu archetypowi Internetu jako miejsca gdzie się "klika", "serfuje", czy "browsuje". Tu nie trzeba nic pisać, wyrażać się, wymyślać, wchodzić w zaawansowane interakcje... Po prostu się wchodzi i klika w ładne obrazki. I tyle. Może więc nadszedł taki czas, że w Internecie pojawiło się wystarczająco dużo pań młodszych i starszych, którym to najwyraźniej to właśnie pasuje...
A w każdym razie tak mi się wydaje. Bo tak naprawdę, to nadal nie rozumiem, o co w tym Pintereście chodzi, tylko tak sobie próbuję racjonalizować.
(wystarczy pooglądać ich przykładowe blogi na onecie :))
Może to jest zaspokajanie dziecięcych potrzeb kolekcjonowania. Dawniej, gdy byłam jeszcze młodą nastolatką, prowadziło się zeszyty, do których wklejało się obrazki wycięte z gazet, czasem dopisywało do nich wierszyki i pokazywało przyjaciółkom, które wzdychały na widok słodkich kiciusiów czy kiczowatego zachodu słońca i palemek. Może tu chodzi o to samo?