Zanosi się na to, że Parlament Europejski odrzuci ACTA. Pan premier go o to ładnie poprosił, więc czemuż miałby go nie posłuchać? Wiadomo, że głos p. premiera jest decydujący w Unii. To widoczny znak postępu - za Kaczyńskiego się z nas śmiali, a teraz potulnie słuchają naszego premiera. O!
Oczywiście, prorokowi najtrudniej jest we własnym kraju. Tu się własnego premiera nie szanuje. Oj, nie... Dwa lata temu też się z niego naśmiewaliśmy, zwłaszcza gdy głosem Hitlera mówił to w znanej przeróbce "Upadku"... Pamiętacie?
Ale jakoś co niektórzy zagryźli zęby i głosowali w wyborach na "mniejsze zło". Ludzie mimo wszystko wierzyli, że system jest dobry, tylko ta czy tamta partia jest zła... A może nie jest zła w istocie, ale popełniła błąd. I dyskusyjne było tylko to, czy wierzymy, że takich "błędów" nie będzie już więcej popełniać.
Teraz jednak jest inaczej. Wśród wielu krążących manifestów najbardziej charakterystycznym w ostatnim czasie jest "My, dzieci sieci" Piotra Czerskiego (tu zeskanowany tekst oryginalny, a pod nim wersja tekstowa), który mówi rzecz bardzo ważną:
"Jesteśmy pozbawieni nabożnego stosunku do „instytucji demokratycznych” w ich obecnym kształcie, przekonania o ich aksjomatycznej roli, cechującego tych, dla których „instytucje demokratyczne” są jednocześnie wystawionym sobie i przez siebie pomnikiem. My nie potrzebujemy pomników. Potrzebujemy systemu, który będzie spełniał nasze oczekiwania: będzie transparentny i sprawny w działaniu. A przywykliśmy do tego, że zmiany są możliwe: że każdy system niewygodny w obsłudze może być zastąpiony i jest zastępowany przez nowy, bardziej wydajny, lepiej dostosowany do naszych potrzeb, dający większe możliwości działania."
Tu zaszła zmiana. Już nie wybieramy między postkomunistami a obozem solidarnościowym, między Tuskiem a Kaczyńskim, między partiami tradycyjnymi, a nonkonformistami jak Lepper czy Palikot (albo i nawet Korwin-Mikke). "Dzieci sieci" traktują ich wszystkich instrumentalnie: mają nas słuchać i robić to, do czego zostali zatrudnieni. A jak nie - to wszystkich won. Damy sobie radę bez polityków w ogóle. Prace nad przejęciem instytucji państwowych już się rozpoczęły, np. tu, na Facebooku. Najpierw trzeba zrobić inwentaryzację (skoro sam Rząd sobie z tym nie umie poradzić, obywatele zrobią to lepiej).
A Rząd, niech lepiej odczepi się od Internetu. Trzeba zabrać tej małpie zegarek, bo go tylko zepsuje.