"Zobaczymy się na Facebooku" - żegnali się uczestnicy antysystemowej (i antykorporacyjnej) manifestacji w Krakowie przeciw ACTA. Dla nich Facebook nie jest "amerykańską korporacją". Jest jak Miejskie Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji, które dostarcza rzeczy niezbędne do życia, a forma prawna nikogo nie interesuje.
Facebook, podobnie jak Google czy Wikipedia, jest niezbędny do życia. Można się nie myć, nie używać telefonu czy telewizji kablowej, ale bez Facebooka żyć się nie da. Ale czy to oznacza że wszyscy jesteśmy niewolnikami tej amerykańsko-żydowskiej korporacji? Wiele takich głosów się pojawia, a wobec tego że Facebook idzie na giełdę, warto ten temat przedyskutować. Żeby rozmawiać o konkretach.
Oczywiście w poprzednim akapicie żartowałem. Skoro da się żyć bez prądu, bieżącej wody i gazu, to da się też żyć bez konta na Facebooku. Kiedyś dwa tygodnie spędziłem w klasztorze kamedułów i wiem, że się da. Ale nie jest to sposób życia dla przeciętnego człowieka. Przeciętny człowiek ma (i powinien mieć) mieszkanie, ciepłą wodę, prąd, gaz, małżonka, dzieci, telefon i konto na Facebooku. I wszystkiego używać, bo wszystko jest dla ludzi.
Kąpiąc się w wannie korzystam z usług korporacji Enion (mam światło w łazience), korporacji MPWiK (dostarcza zimną wodę) i PGNiG (dostarcza gaz do ogrzania wody). Wszystkie te firmy mają monopol na dostarczanie mi swoich usług: jeżeli nawet mogę z jednej czy dwóch zrezygnować, to jest to bardzo kłopotliwe. Jest to możliwość tylko teoretyczna. Niektóre z tych firm są własnością gminy Kraków, inne własnością Rzeczypospolitej Polskiej, ale zwykle są też (lub mogą być) notowane na giełdzie i (częściowo przynajmniej) prywatne.
Facebook, Google, Apple czy Microsoft to spółki publiczne: ich akcje są (będą - jeśli chodzi o Facebooka) notowane na giełdzie i podlegają regulacjom prawa amerykańskiego (które nie różni się zasadniczo od prawa polskiego). Duża część akcji należy pośrednio lub bezpośrednio do inwestorów instytucjonalnych (fundusze ubezpieczeniowe i emerytalne, banki). Z pewnością jednak powiedzieć należy, że są to instytucje nastawione na zysk. Tylko co z tego wynika?
Akcjonariusze Facebooka chcą być bogaci. Także tandem Zuckerberg-Sandberg (Mark i jego zastępczyni Sheryl). Chcą, by ich firma dużo zarabiała. Jednak zarobki ich firmy przekładają się na ich zarobki na dwa sposoby:
- Facebook jako firma jest coraz cenniejszy (ma coraz więcej użytkowników, coraz większy wpływ na globalną gospodarkę, coraz więcej reklamodawców), rośnie więc wartość akcji
- Facebook jako firma coraz więcej zarabia gotówki (więcej i drożej sprzedaje reklamy), ma więc z czego wypłacać pensje i nagrody dla Zarządu oraz dywidendę dla akcjonariuszy
W przypadku pierwszym niebezpieczeństwa dla użytkowników nie ma. Gdyby się okazało, że Facebook jest nieuczciwy, źle służy użytkownikom, czy nie jest godzien zaufania - można się przenieść do konkurencji. Na Facebooku rozmawiam z żywymi ludźmi, których znam skądinąd i jestem w stanie pozostać z nimi w kontakcie także wtedy, gdybyśmy wszyscy zamknęli swoje konta na Facebooku.
W drugim przypadku niebezpieczeństwo jest większe. Może się okazać, że perspektywa dodatkowego zarobku będzie większa niż obawa o utratę wartości. Może będzie tak, że Facebook zgodzi się zrobić coś złego swoim użytkownikom, bo poniesione straty będą mniejsze od spodziewanych zysków. Co by to jednak mogło być?
Jeśli chodzi o kwestie dotyczące prywatności użytkowników (danych osobistych, reklamy kierowanej), Facebook zawarł ugodę z Federalną Komisją Handlu USA (FTC) i przez najbliższych 20 lat będzie pod jej ścisłą kontrolą. Również europejscy inspektorzy ochrony danych osobowych patrzą Facebookowi na ręce, a przy okazji pracują nad nową dyrektywą UE w tej sprawie. Nasz polski GIODO ma konto na Facebooku i regularnie go używa, więc wie, jak to działa i jakie może nieść zagrożenia. Nie ma więc powodu, by Facebookowi ufać mniej niż spółkom komunalnym należącym bezpośrednio do gminy lub państwa.
Czy są jakieś inne niebezpieczeństwa? Ja nie wiem, nie widzę takich. Ale może czytelnicy coś wskażą.
Z pewnością jednak jest jeszcze jedno ważne niebezpieczeństwo. Niebezpieczeństwo defraudacji. Nieuczciwy pracownik Facebooka może ukraść nasze osobiste dane, może wyciągnąć informacje które są dla nas wstydliwe, może sprzedać coś konkurencji. Owszem, jest to możliwe.
Patrząc jednak na to, co dzieje się w obszarze informatyzacji państwa polskiego sądzę, że dużo większym zagrożeniem jest, że coś złego zrobi polski urzędnik mający dostęp do bazy PESEL lub ZUS albo polski strażnik miejski mający dostęp do nagrań monitoringu. Te dane są z pewnością gorzej zabezpieczone, a ci urzędnicy bardziej skłonni do korupcji. A może nie?
Taką samą odpowiedź dałbym w kwestii narodowościowej: nie widzę powodu, by się czuć mniej bezpiecznym powierzając swe dane amerykańskim Żydom niż polskim Polakom. Ale to oczywiście tylko moja prywatna opinia, mogę się mylić.
Żyję doskonale bez FB, mam stały kontakt z ludźmi, z którymi chcę mieć kontakt i zupełnie nie rozumiem tej całej owczej mody na "fejsa"...