Red. Seweryn Blumsztajn w dzisiejszej "Wyborczej" polemizując z tezami głoszonymi przeze mnie i ludzi takich jak ja (choćby mój tekst Nie jadę do Premiera, odpowiadam na piśmie przedrukowany przez wczorajszą "Rzeczpospolitą") pisze, że ja coś muszę.
"Musicie nas wszystkich - łącznie z tymi, którzy nie mają konta na Facebooku - przekonać do swoich racji. Musicie to zrobić w realu, używając pogardzanych często przez was demokratycznych narzędzi dialogu z naszymi reprezentantami."
Otóż szanowny Panie Redaktorze. My nie musimy. To Pan musi. Musi Pan umrzeć. Ma Pan 66 lat i prawdopodobnie za 20 lat nie będzie już Pana na tym świecie.
To się stanie samo, bez naszego udziału. Podobnie jak kilka innych rzeczy.
Dzisiejszy model demokracji ukształtował się pod wpływem telewizji. Przed pierwszą debatą telewizyjną Nixon-Kennedy (rok 1960, czyli 52 lata temu) ludziom nie przychodziło do głowy, że w wielkim państwie, o dojrzałej demokracji, wygra wybory ten, kto jest lepiej ogolony i młodziej wygląda. Przypominam, że ludzie, którzy słuchali jej w radio twierdzili że lepszy był Nixon (bo lepiej mówił, miał lepsze argumenty), a ludzie, którzy oglądali ją w telewizji, uznali, że lepszy był Kennedy (bo ładniej wyglądał). A potem wybory wygrał właśnie Kennedy.
W czasach, gdy hasła polityczne roznoszone były tekstowo (przez wiece, afisze, prasę i radio), polityka kręciła się wokół słów, haseł i idei. Odkąd politycy stali się naszymi domownikami i zaczęli mówić do nas z ekranów telewizora w pokoju jadalnym, słowa, hasła i idee straciły wpływ na politykę - do władzy doszła aparycja (czy się ładnie wygląda w stiudio telewizyjnym), erystyka (czy się umie w 20 sekund, bez namysłu odbić zarzut stawiany w studio przez dziennikarza czy innego polityka), "narzucanie narracji" (podrzucanie telewizji gorących tematów, które odciągną ją od prawdziwych problemów).
Nie twierdzę, że wcześniej było lepiej. Uprawianie polityki drogą wieców i masowych marszów (jak w latach 20.-30. XX wieku, np. w Niemczech) też miało swoje wady. Była to jednak zupełnie inna polityka, nieprawdaż?
Polityka telewizyjna się kończy, bo kończy się telewizja. Pisałem o tym w artykule Nie walczcie z telewizją. Ona umiera. Za około 20-30 lat nie będzie już ani pokolenia Seweryna Blumsztajna, ani telewizji jako istotnego narzędzia uprawiania polityki.
To się stać musi. W międzyczasie rola polityczna obojga będzie systematycznie maleć.
Co będzie w zamian - to bardzo ciekawe. 2 lata temu na "Nocy mediów"organizowanej przez Fundację Adenauera byłem zaproszony do panelu "Świat digitalny versus polityka realna". Próbowałem tam zwrócić uwagę polityków i dziennikarzy na to, jak się zmieni świat polityczny wraz ze zmianami następującymi w mediach. To było jak rzucanie grochem o ścianę: jedni i drudzy nie próbowali tego problemu w ogóle dostrzec.
Teraz już wszyscy to widzą. I z niezrozumiałych powodów czują się zaskoczeni.
My nie musimy nikogo przekonać. Wystarczy zaczekać, aż wymrą ludzie, których przekonania polityczne oparte są bardziej na telewizji niż na Internecie. Ale to już niedługo. Na pewno krócej, niż te 52 lata, jakie minęły od początku polityki telewizyjnej, czyli debaty Kennedy-Nixon.
Spodziewany przeze mnie kierunek zmian opisałem w artykule Koniec demokracji przedstawicielskiej. Przejmujemy państwo. Radzę się przygotować. Bo można być 90-latkiem i intensywnie działać w Internecie i nowoczesnym świecie, a można być 40-latkiem i zachowywać się jak człowiek z minionej epoki. Wybór należy do Pana, Panie Redaktorze. Ma Pan jeszcze trochę czasu.
Aktualizacja: dzięki komentarzom poprawiam datę debaty K-N; podałem pierwotnie 1956 (56 lat temu), a to był rok 1960 (52 lata temu) - MJM
To są trupy, większość z nich (politycy, dziennikarze, komentujący...) nie widzi tego, że już sa przeszłością. Oni nie posiadają elementarnej zdolności refleksji i nie są w stanie dostrzec, że odbywa się nowa rewolucja technologiczna, rewolucja informacyjna. To się dzieje tu i teraz. Jak piszesz, czekają nas Zmiany o jakich się nikomu nie śniło, redefinicja Wszystkich pojęć i wszystkich dziedzin: polityka, religia, rozrywka, praca... W fantastycznych czasach przyszło mi żyć.
pzdr,
SL